Gębacze z rodzaju Pseudocrenilabrus – ciekawe ryby dla miłośników afrykańskich pielęgnic

Gębacze z rodzaju Pseudocrenilabrus – ciekawe ryby dla miłośników afrykańskich pielęgnic

Pseudocrenilabrus

Gębacze z rodzaju Pseudocrenilabrus – ciekawe ryby dla miłośników afrykańskich pielęgnic

Gębacz wielobarwny Pseudocrenilabrus multicolor to ryba, którą pod koniec lat 90. ubiegłego wieku znałem jedynie z książek. Z czasem dowiedziałem się od starszych akwarystów, że w latach 80. był to dość powszechny gatunek, którego zdobycie nie było wcale trudne. Ryby te pojawiały się od czasu do czasu w większości lepiej zaopatrzonych sklepów zoologicznych. Ponadto hobbyści podczas imprez tematycznych czy wzajemnych odwiedzin często dzielili się uzyskanym przychówkiem, gdyż rozród tego gatunku nie należał do kłopotliwych. Była to niewielka, dorastająca do niespełna 8 cm ryba, pochodząca z Egiptu i występująca w dorzeczu Nilu. Akwaryści przyjmowali ją do swoich zbiorników z entuzjazmem i wielu z nich do dziś wspomina te proste i wdzięczne w hodowli ryby.

Należy przypomnieć, iż była to jedna z pierwszych pielęgnic sprowadzonych do Europy i rozmnażanych w akwariach. Jest obecna w akwarystyce od ponad wieku. Z uwagi na dużą tolerancję na parametry wody oraz łatwość w hodowli polecić ją można nawet początkującym akwarystom. Nie wiedzieć czemu, jej popularność i dostępność zmniejszyła się, a ja na jakiś czas zapomniałem o istnieniu tego rodzaju afrykańskich pielęgnic.

Kilka lat temu znalazłem w sieci krótki film prezentujący imponująco wyglądające ryby o pięknym seledynowo-złotym ubarwieniu tułowia, niebieskich wargach, o upstrzonych czerwono, a jednocześnie niebiesko połyskujących płetwach: grzbietowej i odbytowej. Były to ryby bardzo aktywne, zwinne, pływające praktycznie nieustannie, podobnie jak Tropheusy z jeziora Tanganika czy „pyszczaki” z grupy mbuna z jeziora Malawi. Chciałem mieć takie ryby u siebie w akwariach. Dowiedziałem się, że na filmie prezentowane były samce Pseudocrenilabrus victoriae, gatunku gębacza z jeziora Wiktorii, okolicznych mniejszych jezior i zasilających je rzek. Ryby te są trochę większe i bardziej widowiskowo ubarwione niż ich krewniacy z Egiptu. Prowadzą one jednak tryb życia bardzo zbliżony do tego, jaki prowadzi gębacz wielobarwny.

Gębacze z tego rodzaju zasiedlają wody płytkie, wolno płynące lub stojące rozlewiska, gdzie bytują wśród łodyg lilii wodnych i innej roślinności. Nie występują w strefie wody otwartej, co należy mieć na uwadze, planując aranżację zbiornika. W takim środowisku parametry wody, takie jak m.in. temperatura, odczyn pH czy twardość, ulegają wahaniom. Dzięki dużym możliwościom adaptacyjnym ryby te dobrze czują się w wodzie o temperaturze 20-28oC, odczynie pH 6,5-7,5 i twardości ogólnej 5-15odH. Należy tutaj zaznaczyć, że bardzo ważna jest czystość wody, gdyż ryby te są wyjątkowo wrażliwe na rozpuszczone w wodzie związki azotu. Żywią się głównie bezkręgowcami i ich larwami, malutkimi rybami oraz w mniejszym stopniu glonami i materią roślinną. Nie tworzą stałych par. Jeden samiec może wycierać się z wieloma samicami, które zapłodnione jaja zbierają do pyska, gdzie odbywa się inkubacja jaj oraz wylęg larw.

Po kilku miesiącach poszukiwań wydawało mi się, że zdobyłem 6 okazów tych ryb u lokalnego importera. Była to grupa dwóch samców i czterech samic. Wydawało się, ponieważ po zaaklimatyzowaniu się ryb w akwarium dość szybko zauważyłem, że moje osobniki, kupione jako P. victoriae i łudząco podobne do tych z filmiku, nie prezentują aż tak intensywnego i imponującego ubarwienia. Należy tutaj zaznaczyć, że tak jak u zdecydowanej większości przedstawicieli plemienia Haplochromini to samce (zwłaszcza te dominujące w hierarchii lub przystępujące właśnie do tarła) prezentują piękną paletę barw i wzorów, samice zaś nie są tak spektakularnie ubarwione i zwykle ich kolory ograniczają się do odcieni żółci i szarości połyskujących srebrno.

W obrębie rodzaju Pseudocrenilabrus samice różnych gatunków wyglądają bardzo podobnie i nawet osobom doświadczonym z wielkim trudem przychodzi ich rozróżnienie. Gatunki te mogą się między sobą krzyżować, dając żywotne, zazwyczaj płodne potomstwo. Pula genowa z takiego połączenia zostaje zmieniona i ryby takie nie powinny trafiać do handlu. Jest to główny powód dla którego zaleca się utrzymywanie tych ryb w zbiornikach jednogatunkowych lub z rybami z innych taksonów. Postanowiłem poczekać z dokładniejszym oznaczeniem gatunku, gdyż były to jeszcze młode ryby o wielkości 3 cm. Z czasem ubarwienie zintensyfikowało się. Pojawiło się czarno-granatowe obrzeżenie płetw piersiowych i grzbietowej, widoczne szczególnie podczas tarła czy utarczek między samcami. Charakterystyczne dla P. victoriae niebieskie zabarwienie ust obejmowało jednak tylko dolną wargę i brzegi pokryw skrzelowych. Różniła się również ilość czerwonego koloru na płetwie grzbietowej, którego ryby te zdecydowanie miały mniej na korzyść koloru niebieskiego. Powiększał się natomiast czerwony punkt na ostrym zakończeniu wydłużającej swe promienie płetwy odbytowej. Punkt ten prawdopodobnie pełni podobną funkcję jak atrapy jajowe u innych Haplochromini. Moje ryby różniły się również ubarwieniem od egipskiego P. multicolor, którego znałem ze zdjęć, jednakże w porównaniu z nim prezentowały się o wiele bardziej okazale. Przypominały one mocno szeroko rozprzestrzeniony w Afryce centralnej i południowej gatunek P. philander, który tworzy wiele różnie wyglądających populacji w zależności od lokalizacji. Niezwykle ciekawe było dla mnie to, że samice, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, miały obecny niebieski kolor w okolicy wargi dolnej i pokryw skrzelowych, zwłaszcza w czasie inkubacji. Również ubarwienie płetwy grzbietowej, choć ledwie widoczne, przypominało wzorem to z płetwy grzbietowej samców. Moje ryby prezentowały cechy, którym najbliżej było do jeszcze nieopisanej naukowo formy tego rodzaju, określanej jako Pseudocrenilabrus sp. ‘Ruaha’ z okresowo wysychającej rzeki Ruaha w Tanzanii.

Ryby te przy odpowiednim karmieniu rosną i dojrzewają płciowo stosunkowo szybko. Chętnie i wcześnie przystępują do tarła w warunkach akwariowych. Z moich obserwacji wynika, że już niespełna 6-miesięczne samice są w stanie nosić i wyprowadzać młode. Dojrzewające samce stają się wobec siebie coraz bardziej napastliwe. W takiej sytuacji należy pozostawić w akwarium tylko jednego samca lub w odpowiednio dużym zbiorniku zaplanować aranżację tak, by stworzyć możliwość schronienia zdominowanemu osobnikowi. Kolejnym sposobem jest utrzymywanie dużo większej ilości samców, co powoduje rozłożenie agresji i sprawdziło się u mnie przy odchowywaniu kolejnych pokoleń tych ryb.

Aby uniknąć zamęczenia samic przez chcącego się wycierać samca, samice po inkubacji trzymamy osobno, aby miały możliwość nabrać masy ciała i powrócić do kondycji sprzed rozrodu. By sprowokować je do tarła, wystarczy wykonać podmianę wody, czasami trzeba się wspomóc podniesieniem temperatury o kilka stopni. Jeśli w akwarium pływa więcej niż jeden samiec, zazwyczaj do rozrodu przystępuje dominujący osobnik. Przybiera on wtedy intensywne, jasne kolory i prężąc płetwy, zachęca samicę do tarła. Zwabia ją nad wcześniej uformowany z podłoża dołek, pływając tam i z powrotem niczym zawodowy tancerz. Rzadziej tarło odbywa się nad płaskim kamieniem, ale takie sytuacje również obserwowałem. Kiedy samica pobiera złożoną przez nią ikrę do pyska, samiec polewa ją mleczem. Do zaplemnienia może dojść jeszcze zanim samica zdąży pochwycić ziarno ikry. Po tarle samica odpływa w zaciszne miejsce i przystępuje do inkubacji. W tym czasie nie pobiera pokarmu. W zależności od temperatury wody po upływie 10-14 dni wypuszcza samodzielnie już pływające młode. Pierwszym pokarmem mogą być naupliusy solowca, nicienie mikro czy nawet mikronizowane pokarmy sztuczne. Narybek rośnie stosunkowo szybko, jest jednak bardzo wrażliwy na jakość wody. Należy o tym pamiętać, kiedy zdecydujemy się na hodowlę tej pięknej ryby.

Rodzaj Pseudocrenilabrus zdaje się zdobywać coraz szersze grono sympatyków, których urzeka zarówno piękno, jak i fascynujący tryb życia tych ryb. W ostatnim czasie eksplorowanie Afryki staje się dla przeciętnego Europejczyka coraz bardziej dostępne, co przekłada się na częstsze wyprawy badawczo-kolekcjonerskie, sprzyjające odkrywaniu nowych populacji i gatunków ryb – również z tego rodzaju. Szerokie, równoleżnikowe rozciągnięcie zasięgu występowania Pseudocrenilabrus spp., od Egiptu aż po RPA, pozwala przypuszczać, że jeszcze niejedna nowość i niejedna odkryta tajemnica czeka na entuzjastów tego rodzaju. Życzę każdemu wiele radości w obcowaniu z tymi niezwykłymi pielęgnicami.

Dawid Krótki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *